Nad ranem wyszła z domu. Każdy dzień wydawał się taki sam. Codziennie
wstawała rano, wyprowadzała psa, szła na jazdę, jeździła albo na Montim
albo na Bentley'u, pomagała instruktorom, wracała do domu późno,
wychodziła z psem i szła spać. Było tak dzień w dzień. Nawet nie musiała
pisać pamiętnika.
Była już niedaleko stadniny kiedy
zobaczyła, że z drugiej strony idzie jej przyjaciółka. Była to Julka.
Obok niej szedł jakiś chłopak. Kłucili się o coś. Nagle Julka zobaczyła
dziewczynę i zaczęła biec w jej stronę. Karolina jakby nigdy nic szła w
stronę stadniny. Spotkały się pod wejściem. Po chwili doszedł chłopak.
- No czemu mi nie odpisujesz? - zapytała Julka ignorując chłopaka.
- Niemiałam czasu. Przecież wiesz, że spędzam w stadninie codziennie kilka godzin.
- No tak, ale chciałam się zapytać czy pójdziesz z nami do kina w sobotę.
- Niewiem czy będę miała czas. Przecież wiesz jak to bywa u mnie z jazdami.
- Ty tylko o tych jazdach i jazdach. Są wakacje. Czas zacząć coś robić.
-
może i masz rację, ale ... - powiedziała dziewczyna i popatrzyła się na
chłopaka. Miał krótkie brązowe włosy i tego samego koloru oczy. Był on
dość wysoki i wyglądał na miłego.
- To jest Mikołaj. - powiedziała Julka. - Chodzi z nami do klasy pamiętasz?
Dziewczyna pokiwała głową. Znała go tyko z lekcji i nigdy w życiu z nim nie rozmawiała.
- Może choćmy już na jazdę? - zapytała Karolina patrząc z niepokojem na zegarek.
- My tylko przyszliśmy popatrzeć jak jeździsz. Wiesz, że narazie niemam jak jeździć z panią Kasią.
Ruszyli
w stronę stajni. Karolina sprawdziła, że jeździ na Montim, chociaż nie
miała wątpliwości. Weszli do stajni i zaczeła siodłać konia. Najpierw
bardzo dokładnie wyczesała mu sierść. Wyczyściła kopyta i miękką
szczotką wyczyściła pysk. Zaczęła go siodłać. Założyła mu siodło. Stał
on bardzo grzecznie.
- Julka mogłabyś iść po ogłowie? Wisi chyba na jego wieszaku. - zapytała głaszcząc go po szyi.
Dziewczyna
poszła po sprzęt i Karo została sam na sam z Mikołajem. Karolina była
zajęta głaskaniem konia, a chłopak opierał się o brzeg boksu i patrzył
co ona robi.
- Czy on to lubi? - zapytał patrząc się w oczy Montiemu.
- Zawsze tam mu robię przed jazdą, bo wtedy się uspokaja i jest bardziej skoncentrowany na mnie.
- W OJK Saphir najpierw zabierają konia na wybieg i tam z min są i go przygotowywują, a potem go czyszczą i siodłają i jeżdżą.
- Wiem. A jeździłeś tam? - zapytała z zaciekawieniem.
- No przez trzy może cztery lata, a ty jak długo jeździsz?
- W wieku 3 lat zafascynowały mnie konie, a zaczęłam jeździć w wieku sześciu.
Wróciła
Julka z ogłowiem. Podała je Karolinie, która je ubrała. Najpierw podała
koniowi wędzidło, a potem naciągnęła nagłówek za uszy.
Weszła na halę. Stał tam pan Karol i jakiś chłopak. Dziewczyna podeszła tam i Karol ją zauważył.
-
O hejka karo. Tutaj masz trenera z OJK Saphir. Będzie cię
dzisiaj trenował, bo chce się on przygotować do obozu z małymi dziećmi. -
powiedział instruktor.
- Dobrze. To zaczynamy? - zapytała patrząc ze zdziwieniem na chłopaka.
-
No dobra. Wsiadaj. Zapomniałem, że dzisiaj miałem ci dać trudne
ćwiczenia. Szkoda, że to przepadnie. Ale może jednak nie. Wiesz co? Marcin zrobi te ćwiczenia i zobaczymy, czy da sobie radę. - powiedział
instruktor.
Karo wsiadła już na konia i popatrzyła się na
instruktora ze zmęczeniem z oczach. Miała nadzieję, że jednak zapomni i
nie będzie tej jazdy.
- No dobra. Wjedź na ścianę i stępuj. - powiedział chłopak siadając na okserze.
- Co tak mało? Z nią trzeba krótko. Daj jej jakieś ćwiczenia.
- No dobra. To pojedź kilka kół, serpentyn, ósemek i jak skończysz to powiedz.
Dziewczyna zaczęła od ósemek. Koń chodził bardzo grzecznie. Zawsze
przed zakręceniem dawała mu znak łydką, że zaraz będą robili koło i
wyginała jego głowę do środka. Po zrobieniu trzech ósemek zaczęła robić
koła. Karol wtedy rozmawiał z instruktorem. Po zrobieniu dwóch kół
zrobiła jeszcze kilka półwolt i wolt. Kiedy skończyła podjechała do
nich.
- Skończyłaś już? - zapytał chłopak.
- Tak. - powiedziała klepiąc Montka po szyi.
- Dość szybko. - powiedział Karol.
- No wkońcu to nasza najlepsza zawodniczka Ale jest leniwa. - wtrącił się instruktor i póścił oko do dziewczyny.
-
No dobra to rusz kłusem. - powiedział chłopak i patrzył jak Karo z
miejsca rusza kłusem. Widoczne błędy były równe zeru. Chłopak patrzył na
nią z podziwem.
- Taka dziewczyna przydała by się nam na
zawodach. Nawet jeżeli nie w startowaniu to w pokazach zwykłych i
hiszpańskich. - powiedział chłopak do instruktora.
- No, ale musicie się jej o to zapytać. Ja nie mogę nic zrobić bez jej zgody. - powiedział instruktor.
Dziewczyna kłusowała na około hali. Konik miał rozluźnioną szyję.
Chodził wyciągniętym kłusem. Obaj przyglądali się jej. Objechała kilka
razy czworobok.
- Karo podjedź tu. - zawołał pan Karol.
Dziewczyna skręciła ze ścieżki i stanęła metr przed nimi.
- O co chodzi? - zapytała patrząc się na nich.
- Saphir ma dla ciebie propozycję.
-
To wszystko zależy od tego jak galopujesz i skaczesz, ale nawet jakbyś
nie miała startować od nas z zawodach to możesz brać udział w pokazach.
hiszpańskich i normalnych. Oczywiście jeżeli chcesz.
- No chętnie, ale zależy kiedy, co, jak i gdzie. - powiedziała.
- Chętnie powiem ci to po jeździe, ale teraz może zabierzmy się do tych ćwiczeń?
Dziewczyna
wróciła na ścianę. Ćwiczyli dodania i skrócenia w kłusie, wyjeżdżanie
narożników i jeżdżenie po drągach. Zaczęła rozmyślać. Nie to było
niemożliwe. Ten chłopak to właśnie Karol z OJK Saphir. Tylko czemu go
nie poznała. On z resztą też jej nie poznał.
Potem zaczęły
się skoki. Zaczeli on niskich kopert, ale następnie skakali oksery i
mury. Po skończonej jeździe dziewczyna odstawiła konia do boksu.
Rozsiodłała go i wyczyściła. Odłożyła cały sprzęt do siodlarni i
przeczytała wiadomość, że musieli już iść. Poszła więc do pana Karola.
Siedział on w boksie. Czyścił Bentley'a. Kiedy podeszła odwrócił się.
- No wydaje mi się, że spodobał mu się twój sposób jazdy. - powiedział.
- No może.
- Co teraz będziesz robić?
- Właśnie przyszłam się zapytać czy nie trzeba niczego zrobić.
- Osiodłaj Royala i Kaszmira.
- Dobrze.
Dziewczyna
ruszyła do siodlarni i zabrała siodło i ogłowie Royala. Weszła do jego
boksu i się z nim przywitała. Wyczyściła mu sierść i kopyta. Założyła
siodło i zapięła popręg. Zdjęła mu z głowy kantar i założyła ogłowie
uważając by nic mu się nie stało. Założyła mu także ochraniacze na
przednie nogi. Kiedy skończyła zaprowadziła go do koniowiązu i
przywiązała tam na uwiązie. Potem zrobiła to samo z Kaszmirem. Stały
obok siebie i trącały się pyskami. Dziewczyna patrzyła na nie i bardzo
się jej to podobało.
- O już skończyłaś. - powiedział głos za nią.
Odwróciła
się i zobaczyła Karola z prywatną klaczą skokową. Klacz miała na imię
Meduza. Była to silna pięcioletnia hanowerka. Miała suchy pysk i nogi. Z
każdym krokiem zbliżała się do dziewczyny. Karolinie zabiło serce.
Kiedy Meduza była już pół metra od dziewczyny machnęła głową i dotknęła
dziewczynę swoim aksamitnym pyskiem.
- No co tak stoisz? - zapytał Karol.
- A co mam robić?
- No wsiadaj na nią.
Dziewczynę zamurowało. Patrzyła się na instruktora i niewierzyła w to co powiedział.
-
No ruszaj się. Nie mamy wiele czasu. - powiedział i podał dziewczynie
wodze. - Jak już wsiądziesz to wjedź na halę i poczekaj na nas.
Karo zrobiła to co jej powiedział i stępowała właśnie po hali. Po kilku
minutach zobaczyła jak oboje wjeżdżają na halę. Karol jeździł na
Kaszmirze, a instruktor na Royalu. Podjechali do dziewczyny i zatrzymali
się przed nią.
- No to jedziemy? - zapytał chłopak.
- Ale gdzie? - zapytała. Niewiedziała o co chodzi.
- No w teren. - dodał instruktor. - Choćcie jedziemy. Mamy tylko półtorej godziny, bo potem są ląże.
Wyjechali z hali. Najpierw wjechali do lasu, gdzie zaczeli kłusować, a następnie galopować.
- Czemu jeżdżę na Meduzie? Przecież ona jest prywatna. Nawet nie wiem do kogo należy.
-
Należy do mnie. - powiedział instruktor. - Chciałem sprawdzić czy
możesz na niej brać udział w zawodach, czy się dobrze dogadacie.
- A dlaczego pojechaliśmy w teren?
-
No bo stwierdziliśmy, że musimy kilka rzeczy postanowić. - powiedział
teraz chłopak. - Chciałabyś startować w pokazach lub zawodach w OJK
Saphir?
- No chętnie, ale czemu nie moglibyśmy tego postanowić w ośrodku?
- Jakoś tak. Dawno nie byłaś w terenie ze mną. - powiedział instruktor patrząc na dziewczynę z wyrzutem.
To
prawda. Ostatnio w terenie była ze swoim najlepszym przyjacielem
Krzyśkiem, a było to ponad półroku temu. Z instruktorem była ostatnio
około roku temu.
- Ale czemu akurat dzisiaj?
- Bo dzisiaj mija rok od kiedy byłaś ze mną ostatnio w terenie i mijają dwa lata od kiedy rzuciłaś swojego chłopaka.
- A skąd ty to wszystko wiesz?
-
A no... - powiedział. - no, bo przecież kiedy z tobą zerwał to
przyleciałaś do stadniny i poszłaś so Bentley'a i zapytałaś czy możemy
pojechać w teren.
- No może. Ale dalej niczego nie rozumiem.
- Niemusisz. - powiedzieli równocześnie patrząc z uśmiechem na dziewczynę.
- Okej. To co robimy?
- Rozkładamy piknik i jemy kanapki. - powiedział instruktor i parsknął śmiechem. - No chyba oczywiste, że jedziemy gdzieś.
- Ale gdzie. - zapytała dziewczyna.
- To jest niespodzianka. - powiedział instruktor.
Jechali
potem galopem w ciszy. Trzy silne piękne konie ścigające się ze sobą.
Na metę dobiegli równocześnie, ale Karol mówił, że jakby się postarał to
wygrałby z nimi. Chłopak i Karo się z nim kłucili, że raczej to
niemożliwe.
Po jakimś czasie zaczeli wracać.
- Czy to ty startowałaś rok temu w skokach na Bantley'u i wygrałaś? - zapytał nagle chłopak przerywając ciszę.
- No tak, a co?
- No nie poznałem cię. Jakoś wtedy wyglądałaś inaczej.
-
No wiesz byłam lekko zestresowana, bo mój "kochany" instruktor
stwierdził, że nic nie umiem i ćwiczyliśmy jeżdżenie przez drągi, a nie
skoki. - powiedziała Karo patrząc się z wyrzutem na instruktora.
- Czepiasz się szczegółów.
Wrócili do stadniny. Karolina i Karol rozsiodłali konie, a trener
poszedł prowadzić ląże. Dziewczyna rozsiodłała Meduzę, a chłopak Royala i
Kaszmira. Potem kiedy dziewczyna porzegnała się z trenerem i
powiedziała, że przyjdzie następnego dnia, skierowała się do wyjścia.
Kiedy przeszła kilkanaście metrów od stadniny usłyszała jak ktoś idzie
za nią szybkim krokiem. Odwróciła się i zobaczyła Marcina. Dogonił on ją i
zrównał z nią krok.
- Gdzie idziesz? - zapytała patrząc się na niego. Zauważyła, że ma on bardzo ładne niebieskie oczy.
- No do domu.
- Mieszkasz niedaleko?
- Kilkanaście minut stąd. Wiesz, gdzie jest ulica Polna? To właśnie na niej.
- Ja mieszkam kilka przecznic dalej. A do której chodzisz szkoły?
- Do gimnazjum 54. Do klasy sportowej.
- Ja chodzę do 49. Do matematyczno-informatycznej.
- Pewnie chodzisz klasę niżej odemnie.
- Tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz