środa, 17 września 2014

Rozdział Drugi.

     Nad ranem wyszła z domu. Każdy dzień wydawał się taki sam. Codziennie wstawała rano, wyprowadzała psa, szła na jazdę, jeździła albo na Montim albo na Bentley'u, pomagała instruktorom, wracała do domu późno, wychodziła z psem i szła spać. Było tak dzień w dzień. Nawet nie musiała pisać pamiętnika.
    Była już niedaleko stadniny kiedy zobaczyła, że z drugiej strony idzie jej przyjaciółka. Była to Julka. Obok niej szedł jakiś chłopak. Kłucili się o coś. Nagle Julka zobaczyła dziewczynę i zaczęła biec w jej stronę. Karolina jakby nigdy nic szła w stronę stadniny. Spotkały się pod wejściem. Po chwili doszedł chłopak.
- No czemu mi nie odpisujesz? - zapytała Julka ignorując chłopaka.
- Niemiałam czasu. Przecież wiesz, że spędzam w stadninie codziennie kilka godzin.
- No tak, ale chciałam się zapytać czy pójdziesz z nami do kina w sobotę.
- Niewiem czy będę miała czas. Przecież wiesz jak to bywa u mnie z jazdami.
- Ty tylko o tych jazdach i jazdach. Są wakacje. Czas zacząć coś robić.
- może i masz rację, ale ... - powiedziała dziewczyna i popatrzyła się na chłopaka. Miał krótkie brązowe włosy i tego samego koloru oczy. Był on dość wysoki i wyglądał na miłego.
- To jest Mikołaj. - powiedziała Julka. - Chodzi z nami do klasy pamiętasz?
Dziewczyna pokiwała głową. Znała go tyko z lekcji i nigdy w życiu z nim nie rozmawiała.
- Może choćmy już na jazdę? - zapytała Karolina patrząc z niepokojem na zegarek.
- My tylko przyszliśmy popatrzeć jak jeździsz. Wiesz, że narazie niemam jak jeździć z panią Kasią.
Ruszyli w stronę stajni. Karolina sprawdziła, że jeździ na Montim, chociaż nie miała wątpliwości. Weszli do stajni i zaczeła siodłać konia. Najpierw bardzo dokładnie wyczesała mu sierść. Wyczyściła kopyta i miękką szczotką wyczyściła pysk. Zaczęła go siodłać. Założyła  mu siodło. Stał on bardzo grzecznie.
- Julka mogłabyś iść po ogłowie? Wisi chyba na jego wieszaku. - zapytała głaszcząc go po szyi.
Dziewczyna poszła po sprzęt i Karo została sam na sam z Mikołajem. Karolina była zajęta głaskaniem konia, a chłopak opierał się o brzeg boksu i patrzył co ona robi.
- Czy on to lubi? - zapytał patrząc się w oczy Montiemu.
- Zawsze tam mu robię przed jazdą, bo wtedy się uspokaja i jest bardziej skoncentrowany na mnie.
- W OJK Saphir najpierw zabierają konia na wybieg i tam z min są i go przygotowywują, a potem go czyszczą i siodłają i jeżdżą.
- Wiem. A jeździłeś tam? - zapytała z zaciekawieniem.
- No przez trzy może cztery lata, a ty jak długo jeździsz?
- W wieku 3 lat zafascynowały mnie konie, a zaczęłam jeździć w wieku sześciu.
Wróciła Julka z ogłowiem. Podała je Karolinie, która je ubrała. Najpierw podała koniowi wędzidło, a potem naciągnęła nagłówek za uszy.
    Weszła na halę. Stał tam pan Karol i jakiś chłopak. Dziewczyna podeszła tam i Karol ją zauważył.
- O hejka karo. Tutaj masz trenera z OJK Saphir. Będzie cię dzisiaj trenował, bo chce się on przygotować do obozu z małymi dziećmi. - powiedział instruktor.
- Dobrze. To zaczynamy? - zapytała patrząc ze zdziwieniem na chłopaka.
   - No dobra. Wsiadaj. Zapomniałem, że dzisiaj miałem ci dać trudne ćwiczenia. Szkoda, że to przepadnie. Ale może jednak nie. Wiesz co? Marcin zrobi te ćwiczenia i zobaczymy, czy da sobie radę. - powiedział instruktor.
 Karo wsiadła już na konia i popatrzyła się na instruktora ze zmęczeniem z oczach. Miała nadzieję, że jednak zapomni i nie będzie tej jazdy.
 - No dobra. Wjedź na ścianę i stępuj. - powiedział chłopak siadając na okserze.
- Co tak mało? Z nią trzeba krótko. Daj jej jakieś ćwiczenia.
- No dobra. To pojedź kilka kół, serpentyn, ósemek i jak skończysz to powiedz.
    Dziewczyna zaczęła od ósemek. Koń chodził bardzo grzecznie. Zawsze przed zakręceniem dawała mu znak łydką, że zaraz będą robili koło i wyginała jego głowę do środka. Po zrobieniu trzech ósemek zaczęła robić koła. Karol wtedy rozmawiał z instruktorem. Po zrobieniu dwóch kół zrobiła jeszcze kilka półwolt i wolt. Kiedy skończyła podjechała do nich.
 - Skończyłaś już? - zapytał chłopak.
- Tak. - powiedziała klepiąc Montka po szyi.
- Dość szybko. - powiedział Karol.
- No wkońcu to nasza najlepsza zawodniczka Ale jest leniwa. - wtrącił się instruktor i póścił oko do dziewczyny.
- No dobra to rusz kłusem. - powiedział chłopak i patrzył jak Karo z miejsca rusza kłusem. Widoczne błędy były równe zeru. Chłopak patrzył na nią z podziwem.
- Taka dziewczyna przydała by się nam na zawodach. Nawet jeżeli nie w startowaniu to w pokazach zwykłych i hiszpańskich. - powiedział chłopak do instruktora.
- No, ale musicie się jej o to zapytać. Ja nie mogę nic zrobić bez jej zgody. - powiedział instruktor.
    Dziewczyna kłusowała na około hali.  Konik miał rozluźnioną szyję. Chodził wyciągniętym kłusem. Obaj przyglądali się jej. Objechała kilka razy czworobok.
- Karo podjedź tu. - zawołał pan Karol.
Dziewczyna skręciła ze ścieżki i stanęła metr przed nimi.
- O co chodzi? - zapytała patrząc się na nich.
- Saphir ma dla ciebie propozycję.
- To wszystko zależy od tego jak galopujesz i skaczesz, ale nawet jakbyś nie miała startować od nas z zawodach to możesz brać udział w pokazach. hiszpańskich i normalnych. Oczywiście jeżeli chcesz.
- No chętnie, ale zależy kiedy, co, jak i gdzie. - powiedziała.
- Chętnie powiem ci to po jeździe, ale teraz może zabierzmy się do tych ćwiczeń?
 Dziewczyna wróciła na ścianę. Ćwiczyli dodania i skrócenia w kłusie, wyjeżdżanie narożników i jeżdżenie po drągach. Zaczęła rozmyślać. Nie to było niemożliwe. Ten chłopak to właśnie Karol z OJK Saphir. Tylko czemu go nie poznała. On z resztą też jej nie poznał.
    Potem zaczęły się skoki. Zaczeli on niskich kopert, ale następnie skakali oksery i mury. Po skończonej jeździe dziewczyna odstawiła konia do boksu. Rozsiodłała go i wyczyściła. Odłożyła cały sprzęt do siodlarni i przeczytała wiadomość, że musieli już iść. Poszła więc do pana Karola. Siedział on w boksie. Czyścił Bentley'a. Kiedy podeszła odwrócił się.
- No wydaje mi się, że spodobał mu się twój sposób jazdy. - powiedział.
- No może.
- Co teraz będziesz robić?
- Właśnie przyszłam się zapytać czy nie trzeba niczego zrobić.
- Osiodłaj Royala i Kaszmira.
- Dobrze.
Dziewczyna ruszyła do siodlarni i zabrała siodło i ogłowie Royala. Weszła do jego boksu i się z nim przywitała. Wyczyściła mu sierść i kopyta. Założyła siodło i zapięła popręg. Zdjęła mu z głowy kantar i założyła ogłowie uważając by nic mu się nie stało. Założyła mu także ochraniacze na przednie nogi. Kiedy skończyła zaprowadziła go do koniowiązu i przywiązała tam na uwiązie. Potem zrobiła to samo z Kaszmirem. Stały obok siebie i trącały się pyskami. Dziewczyna patrzyła na nie i bardzo się jej to podobało.
- O już skończyłaś. - powiedział głos za nią.
Odwróciła się i zobaczyła Karola z prywatną klaczą skokową. Klacz miała na imię Meduza. Była to silna pięcioletnia hanowerka. Miała suchy pysk i nogi. Z każdym krokiem zbliżała się do dziewczyny. Karolinie zabiło serce. Kiedy Meduza była już pół metra od dziewczyny machnęła głową i dotknęła dziewczynę swoim aksamitnym pyskiem.
- No co tak stoisz? - zapytał Karol.
- A co mam robić?
- No wsiadaj na nią.
Dziewczynę zamurowało. Patrzyła się na instruktora i niewierzyła w to co powiedział.
- No ruszaj się. Nie mamy wiele czasu. - powiedział i podał dziewczynie wodze. - Jak już wsiądziesz to wjedź na halę i poczekaj na nas.
    Karo zrobiła to co jej powiedział i stępowała właśnie po hali. Po kilku minutach zobaczyła jak oboje wjeżdżają na halę. Karol jeździł na Kaszmirze, a instruktor na Royalu. Podjechali do dziewczyny i zatrzymali się przed nią.
- No to jedziemy? - zapytał chłopak.
- Ale gdzie? - zapytała. Niewiedziała o co chodzi.
- No w teren. - dodał instruktor. - Choćcie jedziemy. Mamy tylko półtorej godziny, bo potem są ląże.
 Wyjechali z hali. Najpierw wjechali do lasu, gdzie zaczeli kłusować, a następnie galopować.
- Czemu jeżdżę na Meduzie? Przecież ona jest prywatna. Nawet nie wiem do kogo należy.
- Należy do mnie. - powiedział instruktor. - Chciałem sprawdzić czy możesz na niej brać udział w zawodach, czy się dobrze dogadacie.
- A dlaczego pojechaliśmy w teren?
- No bo stwierdziliśmy, że musimy kilka rzeczy postanowić. - powiedział teraz chłopak. - Chciałabyś startować w pokazach lub zawodach w OJK Saphir?
- No chętnie, ale czemu nie moglibyśmy tego postanowić w ośrodku?
- Jakoś tak. Dawno nie byłaś w terenie ze mną. - powiedział instruktor patrząc na dziewczynę z wyrzutem.
To prawda. Ostatnio w terenie była ze swoim najlepszym przyjacielem Krzyśkiem, a było to ponad półroku temu. Z instruktorem była ostatnio około roku temu.
- Ale czemu akurat dzisiaj?
- Bo dzisiaj mija rok od kiedy byłaś ze mną ostatnio w terenie i mijają dwa lata od kiedy rzuciłaś swojego chłopaka.
- A skąd ty to wszystko wiesz?
- A no... - powiedział. - no, bo przecież kiedy z tobą zerwał to przyleciałaś do stadniny i poszłaś so Bentley'a i zapytałaś czy możemy pojechać w teren.
- No może. Ale dalej niczego nie rozumiem.
- Niemusisz. - powiedzieli równocześnie patrząc z uśmiechem na dziewczynę.
- Okej. To co robimy?
- Rozkładamy piknik i jemy kanapki. - powiedział instruktor i parsknął śmiechem. - No chyba oczywiste, że jedziemy gdzieś.
- Ale gdzie. - zapytała dziewczyna.
- To jest niespodzianka. - powiedział instruktor.
Jechali potem galopem w ciszy. Trzy silne piękne konie ścigające się ze sobą. Na metę dobiegli równocześnie, ale Karol mówił, że jakby się postarał to wygrałby z nimi. Chłopak i Karo się z nim kłucili, że raczej to niemożliwe.
Po jakimś czasie zaczeli wracać.
- Czy to ty startowałaś rok temu w skokach na Bantley'u i wygrałaś? - zapytał nagle chłopak przerywając ciszę.
- No tak, a co?
- No nie poznałem cię. Jakoś wtedy wyglądałaś inaczej.
- No wiesz byłam lekko zestresowana, bo mój "kochany" instruktor stwierdził, że nic nie umiem i ćwiczyliśmy jeżdżenie przez drągi, a nie skoki. - powiedziała Karo patrząc się z wyrzutem na instruktora.
- Czepiasz się szczegółów.
   Wrócili do stadniny. Karolina i Karol rozsiodłali konie, a trener poszedł prowadzić ląże. Dziewczyna rozsiodłała Meduzę, a chłopak Royala i Kaszmira.  Potem kiedy dziewczyna porzegnała się z trenerem i powiedziała, że przyjdzie następnego dnia, skierowała się do wyjścia. Kiedy przeszła kilkanaście metrów od stadniny usłyszała jak ktoś idzie za nią szybkim krokiem. Odwróciła się i zobaczyła Marcina. Dogonił on ją i zrównał z nią krok.
- Gdzie idziesz? - zapytała patrząc się na niego. Zauważyła, że ma on bardzo ładne niebieskie oczy.
- No do domu.
- Mieszkasz niedaleko?
- Kilkanaście minut stąd. Wiesz, gdzie jest ulica Polna? To właśnie na niej.
- Ja mieszkam kilka przecznic dalej. A do której chodzisz szkoły?
- Do gimnazjum 54. Do klasy sportowej.
- Ja chodzę do 49. Do matematyczno-informatycznej.
- Pewnie chodzisz klasę niżej odemnie.
- Tak.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz