Nad ranem wyszła z domu. Każdy dzień wydawał się taki sam. Codziennie
wstawała rano, wyprowadzała psa, szła na jazdę, jeździła albo na Montim
albo na Bentley'u, pomagała instruktorom, wracała do domu późno,
wychodziła z psem i szła spać. Było tak dzień w dzień. Nawet nie musiała
pisać pamiętnika.
Była już niedaleko stadniny kiedy
zobaczyła, że z drugiej strony idzie jej przyjaciółka. Była to Julka.
Obok niej szedł jakiś chłopak. Kłucili się o coś. Nagle Julka zobaczyła
dziewczynę i zaczęła biec w jej stronę. Karolina jakby nigdy nic szła w
stronę stadniny. Spotkały się pod wejściem. Po chwili doszedł chłopak.
- No czemu mi nie odpisujesz? - zapytała Julka ignorując chłopaka.
- Niemiałam czasu. Przecież wiesz, że spędzam w stadninie codziennie kilka godzin.
- No tak, ale chciałam się zapytać czy pójdziesz z nami do kina w sobotę.
- Niewiem czy będę miała czas. Przecież wiesz jak to bywa u mnie z jazdami.
- Ty tylko o tych jazdach i jazdach. Są wakacje. Czas zacząć coś robić.
-
może i masz rację, ale ... - powiedziała dziewczyna i popatrzyła się na
chłopaka. Miał krótkie brązowe włosy i tego samego koloru oczy. Był on
dość wysoki i wyglądał na miłego.
- To jest Mikołaj. - powiedziała Julka. - Chodzi z nami do klasy pamiętasz?
Dziewczyna pokiwała głową. Znała go tyko z lekcji i nigdy w życiu z nim nie rozmawiała.
- Może choćmy już na jazdę? - zapytała Karolina patrząc z niepokojem na zegarek.
- My tylko przyszliśmy popatrzeć jak jeździsz. Wiesz, że narazie niemam jak jeździć z panią Kasią.
Ruszyli
w stronę stajni. Karolina sprawdziła, że jeździ na Montim, chociaż nie
miała wątpliwości. Weszli do stajni i zaczeła siodłać konia. Najpierw
bardzo dokładnie wyczesała mu sierść. Wyczyściła kopyta i miękką
szczotką wyczyściła pysk. Zaczęła go siodłać. Założyła mu siodło. Stał
on bardzo grzecznie.
- Julka mogłabyś iść po ogłowie? Wisi chyba na jego wieszaku. - zapytała głaszcząc go po szyi.
Dziewczyna
poszła po sprzęt i Karo została sam na sam z Mikołajem. Karolina była
zajęta głaskaniem konia, a chłopak opierał się o brzeg boksu i patrzył
co ona robi.
- Czy on to lubi? - zapytał patrząc się w oczy Montiemu.
- Zawsze tam mu robię przed jazdą, bo wtedy się uspokaja i jest bardziej skoncentrowany na mnie.
- W OJK Saphir najpierw zabierają konia na wybieg i tam z min są i go przygotowywują, a potem go czyszczą i siodłają i jeżdżą.
- Wiem. A jeździłeś tam? - zapytała z zaciekawieniem.
- No przez trzy może cztery lata, a ty jak długo jeździsz?
- W wieku 3 lat zafascynowały mnie konie, a zaczęłam jeździć w wieku sześciu.
Wróciła
Julka z ogłowiem. Podała je Karolinie, która je ubrała. Najpierw podała
koniowi wędzidło, a potem naciągnęła nagłówek za uszy.
Weszła na halę. Stał tam pan Karol i jakiś chłopak. Dziewczyna podeszła tam i Karol ją zauważył.
-
O hejka karo. Tutaj masz trenera z OJK Saphir. Będzie cię
dzisiaj trenował, bo chce się on przygotować do obozu z małymi dziećmi. -
powiedział instruktor.
- Dobrze. To zaczynamy? - zapytała patrząc ze zdziwieniem na chłopaka.
-
No dobra. Wsiadaj. Zapomniałem, że dzisiaj miałem ci dać trudne
ćwiczenia. Szkoda, że to przepadnie. Ale może jednak nie. Wiesz co? Marcin zrobi te ćwiczenia i zobaczymy, czy da sobie radę. - powiedział
instruktor.
Karo wsiadła już na konia i popatrzyła się na
instruktora ze zmęczeniem z oczach. Miała nadzieję, że jednak zapomni i
nie będzie tej jazdy.
- No dobra. Wjedź na ścianę i stępuj. - powiedział chłopak siadając na okserze.
- Co tak mało? Z nią trzeba krótko. Daj jej jakieś ćwiczenia.
- No dobra. To pojedź kilka kół, serpentyn, ósemek i jak skończysz to powiedz.
Dziewczyna zaczęła od ósemek. Koń chodził bardzo grzecznie. Zawsze
przed zakręceniem dawała mu znak łydką, że zaraz będą robili koło i
wyginała jego głowę do środka. Po zrobieniu trzech ósemek zaczęła robić
koła. Karol wtedy rozmawiał z instruktorem. Po zrobieniu dwóch kół
zrobiła jeszcze kilka półwolt i wolt. Kiedy skończyła podjechała do
nich.
- Skończyłaś już? - zapytał chłopak.
- Tak. - powiedziała klepiąc Montka po szyi.
- Dość szybko. - powiedział Karol.
- No wkońcu to nasza najlepsza zawodniczka Ale jest leniwa. - wtrącił się instruktor i póścił oko do dziewczyny.
-
No dobra to rusz kłusem. - powiedział chłopak i patrzył jak Karo z
miejsca rusza kłusem. Widoczne błędy były równe zeru. Chłopak patrzył na
nią z podziwem.
- Taka dziewczyna przydała by się nam na
zawodach. Nawet jeżeli nie w startowaniu to w pokazach zwykłych i
hiszpańskich. - powiedział chłopak do instruktora.
- No, ale musicie się jej o to zapytać. Ja nie mogę nic zrobić bez jej zgody. - powiedział instruktor.
Dziewczyna kłusowała na około hali. Konik miał rozluźnioną szyję.
Chodził wyciągniętym kłusem. Obaj przyglądali się jej. Objechała kilka
razy czworobok.
- Karo podjedź tu. - zawołał pan Karol.
Dziewczyna skręciła ze ścieżki i stanęła metr przed nimi.
- O co chodzi? - zapytała patrząc się na nich.
- Saphir ma dla ciebie propozycję.
-
To wszystko zależy od tego jak galopujesz i skaczesz, ale nawet jakbyś
nie miała startować od nas z zawodach to możesz brać udział w pokazach.
hiszpańskich i normalnych. Oczywiście jeżeli chcesz.
- No chętnie, ale zależy kiedy, co, jak i gdzie. - powiedziała.
- Chętnie powiem ci to po jeździe, ale teraz może zabierzmy się do tych ćwiczeń?
Dziewczyna
wróciła na ścianę. Ćwiczyli dodania i skrócenia w kłusie, wyjeżdżanie
narożników i jeżdżenie po drągach. Zaczęła rozmyślać. Nie to było
niemożliwe. Ten chłopak to właśnie Karol z OJK Saphir. Tylko czemu go
nie poznała. On z resztą też jej nie poznał.
Potem zaczęły
się skoki. Zaczeli on niskich kopert, ale następnie skakali oksery i
mury. Po skończonej jeździe dziewczyna odstawiła konia do boksu.
Rozsiodłała go i wyczyściła. Odłożyła cały sprzęt do siodlarni i
przeczytała wiadomość, że musieli już iść. Poszła więc do pana Karola.
Siedział on w boksie. Czyścił Bentley'a. Kiedy podeszła odwrócił się.
- No wydaje mi się, że spodobał mu się twój sposób jazdy. - powiedział.
- No może.
- Co teraz będziesz robić?
- Właśnie przyszłam się zapytać czy nie trzeba niczego zrobić.
- Osiodłaj Royala i Kaszmira.
- Dobrze.
Dziewczyna
ruszyła do siodlarni i zabrała siodło i ogłowie Royala. Weszła do jego
boksu i się z nim przywitała. Wyczyściła mu sierść i kopyta. Założyła
siodło i zapięła popręg. Zdjęła mu z głowy kantar i założyła ogłowie
uważając by nic mu się nie stało. Założyła mu także ochraniacze na
przednie nogi. Kiedy skończyła zaprowadziła go do koniowiązu i
przywiązała tam na uwiązie. Potem zrobiła to samo z Kaszmirem. Stały
obok siebie i trącały się pyskami. Dziewczyna patrzyła na nie i bardzo
się jej to podobało.
- O już skończyłaś. - powiedział głos za nią.
Odwróciła
się i zobaczyła Karola z prywatną klaczą skokową. Klacz miała na imię
Meduza. Była to silna pięcioletnia hanowerka. Miała suchy pysk i nogi. Z
każdym krokiem zbliżała się do dziewczyny. Karolinie zabiło serce.
Kiedy Meduza była już pół metra od dziewczyny machnęła głową i dotknęła
dziewczynę swoim aksamitnym pyskiem.
- No co tak stoisz? - zapytał Karol.
- A co mam robić?
- No wsiadaj na nią.
Dziewczynę zamurowało. Patrzyła się na instruktora i niewierzyła w to co powiedział.
-
No ruszaj się. Nie mamy wiele czasu. - powiedział i podał dziewczynie
wodze. - Jak już wsiądziesz to wjedź na halę i poczekaj na nas.
Karo zrobiła to co jej powiedział i stępowała właśnie po hali. Po kilku
minutach zobaczyła jak oboje wjeżdżają na halę. Karol jeździł na
Kaszmirze, a instruktor na Royalu. Podjechali do dziewczyny i zatrzymali
się przed nią.
- No to jedziemy? - zapytał chłopak.
- Ale gdzie? - zapytała. Niewiedziała o co chodzi.
- No w teren. - dodał instruktor. - Choćcie jedziemy. Mamy tylko półtorej godziny, bo potem są ląże.
Wyjechali z hali. Najpierw wjechali do lasu, gdzie zaczeli kłusować, a następnie galopować.
- Czemu jeżdżę na Meduzie? Przecież ona jest prywatna. Nawet nie wiem do kogo należy.
-
Należy do mnie. - powiedział instruktor. - Chciałem sprawdzić czy
możesz na niej brać udział w zawodach, czy się dobrze dogadacie.
- A dlaczego pojechaliśmy w teren?
-
No bo stwierdziliśmy, że musimy kilka rzeczy postanowić. - powiedział
teraz chłopak. - Chciałabyś startować w pokazach lub zawodach w OJK
Saphir?
- No chętnie, ale czemu nie moglibyśmy tego postanowić w ośrodku?
- Jakoś tak. Dawno nie byłaś w terenie ze mną. - powiedział instruktor patrząc na dziewczynę z wyrzutem.
To
prawda. Ostatnio w terenie była ze swoim najlepszym przyjacielem
Krzyśkiem, a było to ponad półroku temu. Z instruktorem była ostatnio
około roku temu.
- Ale czemu akurat dzisiaj?
- Bo dzisiaj mija rok od kiedy byłaś ze mną ostatnio w terenie i mijają dwa lata od kiedy rzuciłaś swojego chłopaka.
- A skąd ty to wszystko wiesz?
-
A no... - powiedział. - no, bo przecież kiedy z tobą zerwał to
przyleciałaś do stadniny i poszłaś so Bentley'a i zapytałaś czy możemy
pojechać w teren.
- No może. Ale dalej niczego nie rozumiem.
- Niemusisz. - powiedzieli równocześnie patrząc z uśmiechem na dziewczynę.
- Okej. To co robimy?
- Rozkładamy piknik i jemy kanapki. - powiedział instruktor i parsknął śmiechem. - No chyba oczywiste, że jedziemy gdzieś.
- Ale gdzie. - zapytała dziewczyna.
- To jest niespodzianka. - powiedział instruktor.
Jechali
potem galopem w ciszy. Trzy silne piękne konie ścigające się ze sobą.
Na metę dobiegli równocześnie, ale Karol mówił, że jakby się postarał to
wygrałby z nimi. Chłopak i Karo się z nim kłucili, że raczej to
niemożliwe.
Po jakimś czasie zaczeli wracać.
- Czy to ty startowałaś rok temu w skokach na Bantley'u i wygrałaś? - zapytał nagle chłopak przerywając ciszę.
- No tak, a co?
- No nie poznałem cię. Jakoś wtedy wyglądałaś inaczej.
-
No wiesz byłam lekko zestresowana, bo mój "kochany" instruktor
stwierdził, że nic nie umiem i ćwiczyliśmy jeżdżenie przez drągi, a nie
skoki. - powiedziała Karo patrząc się z wyrzutem na instruktora.
- Czepiasz się szczegółów.
Wrócili do stadniny. Karolina i Karol rozsiodłali konie, a trener
poszedł prowadzić ląże. Dziewczyna rozsiodłała Meduzę, a chłopak Royala i
Kaszmira. Potem kiedy dziewczyna porzegnała się z trenerem i
powiedziała, że przyjdzie następnego dnia, skierowała się do wyjścia.
Kiedy przeszła kilkanaście metrów od stadniny usłyszała jak ktoś idzie
za nią szybkim krokiem. Odwróciła się i zobaczyła Marcina. Dogonił on ją i
zrównał z nią krok.
- Gdzie idziesz? - zapytała patrząc się na niego. Zauważyła, że ma on bardzo ładne niebieskie oczy.
- No do domu.
- Mieszkasz niedaleko?
- Kilkanaście minut stąd. Wiesz, gdzie jest ulica Polna? To właśnie na niej.
- Ja mieszkam kilka przecznic dalej. A do której chodzisz szkoły?
- Do gimnazjum 54. Do klasy sportowej.
- Ja chodzę do 49. Do matematyczno-informatycznej.
- Pewnie chodzisz klasę niżej odemnie.
- Tak.
Przygody Karoliny
środa, 17 września 2014
poniedziałek, 15 września 2014
Rozdział Pierwszy
Karolina obudziła się. Była bardzo ładna pogoda. Ptaki za oknem ćwierkały, a przez okno wpadały ciepłe promienie słońca. Szybko wstała. Miała dzisiaj bardzo dużo do zrobienia. Szybko się ubrała w niebieskie spodnie w kratkę i bluzę z napisem Memory. Bardzo lubiła tą bluzę i choć było ciepło to ciągle ją nosiła.
Szybko zbiegła na dół po schodach. Na dole czekał jej pies ze smyczą w pysku. Szybko ubrała buty i wyszła z psem na spacer. nie miał on gdzie uciec, bo na około były tylko pola. Był mały ruch więc nie powinno go żadne auto potrącić. Poszli tam gdzie zwykle chodzili. Skierowali się w stronę lasu. Pies pobiegł przodem. Skręcili potem w lewo i dotarli do lasu. Poszli jeszcze kawałek dalej i dotarli do strumyka płynącego obok wielkiego dębu. Ma środku "rzeczki" był duży kamień, a którym dziewczyna usiadła i zaczęła czytać książkę.
Siedziała tak przez kilka minut i dotarła do piętnastego rozdziału. Nagle usłyszała głuche uderzenie o ziemię. i kilka łamanych gałązek. Odwróciła się, ale niczego nie zobaczyła. Wróciła do czytania książki. Czytała jeszcze przez chwilę. Ktoś nagle skoczył na kamień za nią. Teraz już nie miała złudzeń. Odwróciła się i zobaczyła Krzyśka. Podszedł on bliżej i usiadł obok.
- Co tam Karo? - zapytał patrząc się na psa.
- Dobrze. Nawet dobrze.
- Czemu nawet dobrze? - zapytał odwracając wzrok na nią i patrzył z przejęciem.
- Mamy obóz konny w lipcu od 12 do 25, a 26 i 27 mamy zawody. Są wtedy skoki, a jak ja mam się przygotować skoro na obozie będzie trochę niższy poziom niż normalnie na jazdach. A przecież muszę zająć pierwsze miejsce.
- Musisz mieć pierwsze z powodu Gośki?
- Nie. Nie z powodu Gośki. Przecież wiesz, że Karol jeździ w OJK Saphir i on chyba nie jedzie na obóz i będzie miał się czas przygotować. Wiesz przecież co powie pan Karol jeżeli z nim przegram.
- A tobie znowu o to chodzi. - powiedział i wzdechnął ze zmęczenia. - Przecież już o tym gadaliśmy. Wiesz, że nic się nie stanie jeżeli przegrasz.
- Mów co chcesz, ale.. - przerwała i zeszła z kamienia. - Choćmy już do mojego domu. Trzeba zacząć się zbierać na konie.
- No dobra. Przerwijmy ten temat. - powiedział i wstał.
Ruszyli w kierunku domu Karoliny. Pies pobiegł za nimi. Wybiegał się po lesie i teraz zmęczony wracał do domu. Kiedy weszli do ogrodu położył się na trawie w cieniu i leżał tak.
Weszli do domu i Karolina poszła na górę się przebrać, a chłopak usiadł na krześle w kuchni. Karolina ubrała swoje czarne bryczesy i sztyblety. Na to założyła czapsy i wzięła toczek pod pachę. Zbiegła szybko po schodach i weszła do kuchni. Wzięła marchewki i jabłka i poszli do stadniny. Do stadniny szło się około dziesięciu minut pieszo. Kiedy doszli oboje weszli do biura i kiedy się dowiedzieli na jakie konie wsiadają rozeszli się, i zajeli swoimi końmi. Karolina dostała Bentley'a. Był to jej ukochany koń. Poszła po siodło, ale nigdzie go nie znalazła. Ogłowia także nigdzie nie było. Po daremnym szukaniu przez kilka minut sprzętu wróciła do konia. Popatrzyła się na niego i został on przez kogoś osiodłany. Weszła do boksu i ponieważ miała jeszcze kilka minut zaczęła go głaskać. Miała jazdę z panem Karolem. Krzysiek miał jeździć z panią Kasią na Plamce.
Szybko zbiegła na dół po schodach. Na dole czekał jej pies ze smyczą w pysku. Szybko ubrała buty i wyszła z psem na spacer. nie miał on gdzie uciec, bo na około były tylko pola. Był mały ruch więc nie powinno go żadne auto potrącić. Poszli tam gdzie zwykle chodzili. Skierowali się w stronę lasu. Pies pobiegł przodem. Skręcili potem w lewo i dotarli do lasu. Poszli jeszcze kawałek dalej i dotarli do strumyka płynącego obok wielkiego dębu. Ma środku "rzeczki" był duży kamień, a którym dziewczyna usiadła i zaczęła czytać książkę.
Siedziała tak przez kilka minut i dotarła do piętnastego rozdziału. Nagle usłyszała głuche uderzenie o ziemię. i kilka łamanych gałązek. Odwróciła się, ale niczego nie zobaczyła. Wróciła do czytania książki. Czytała jeszcze przez chwilę. Ktoś nagle skoczył na kamień za nią. Teraz już nie miała złudzeń. Odwróciła się i zobaczyła Krzyśka. Podszedł on bliżej i usiadł obok.
- Co tam Karo? - zapytał patrząc się na psa.
- Dobrze. Nawet dobrze.
- Czemu nawet dobrze? - zapytał odwracając wzrok na nią i patrzył z przejęciem.
- Mamy obóz konny w lipcu od 12 do 25, a 26 i 27 mamy zawody. Są wtedy skoki, a jak ja mam się przygotować skoro na obozie będzie trochę niższy poziom niż normalnie na jazdach. A przecież muszę zająć pierwsze miejsce.
- Musisz mieć pierwsze z powodu Gośki?
- Nie. Nie z powodu Gośki. Przecież wiesz, że Karol jeździ w OJK Saphir i on chyba nie jedzie na obóz i będzie miał się czas przygotować. Wiesz przecież co powie pan Karol jeżeli z nim przegram.
- A tobie znowu o to chodzi. - powiedział i wzdechnął ze zmęczenia. - Przecież już o tym gadaliśmy. Wiesz, że nic się nie stanie jeżeli przegrasz.
- Mów co chcesz, ale.. - przerwała i zeszła z kamienia. - Choćmy już do mojego domu. Trzeba zacząć się zbierać na konie.
- No dobra. Przerwijmy ten temat. - powiedział i wstał.
Ruszyli w kierunku domu Karoliny. Pies pobiegł za nimi. Wybiegał się po lesie i teraz zmęczony wracał do domu. Kiedy weszli do ogrodu położył się na trawie w cieniu i leżał tak.
Weszli do domu i Karolina poszła na górę się przebrać, a chłopak usiadł na krześle w kuchni. Karolina ubrała swoje czarne bryczesy i sztyblety. Na to założyła czapsy i wzięła toczek pod pachę. Zbiegła szybko po schodach i weszła do kuchni. Wzięła marchewki i jabłka i poszli do stadniny. Do stadniny szło się około dziesięciu minut pieszo. Kiedy doszli oboje weszli do biura i kiedy się dowiedzieli na jakie konie wsiadają rozeszli się, i zajeli swoimi końmi. Karolina dostała Bentley'a. Był to jej ukochany koń. Poszła po siodło, ale nigdzie go nie znalazła. Ogłowia także nigdzie nie było. Po daremnym szukaniu przez kilka minut sprzętu wróciła do konia. Popatrzyła się na niego i został on przez kogoś osiodłany. Weszła do boksu i ponieważ miała jeszcze kilka minut zaczęła go głaskać. Miała jazdę z panem Karolem. Krzysiek miał jeździć z panią Kasią na Plamce.
Z powodu dużej ilości czasu
dziewczyna zrobiła mu z grzywy siateczkę, a na ogonie warkocz,
który kończył się prawie na końcu ogona.
- O cześć Karo. Jeździsz dzisiaj? -
zapytał podchodząc do boksu i opierając się o drzwiczki.
- Tak właśnie teraz mam jeździć. - powiedziała ściągając mu wodze z szyi.
- No to choć. Będziemy się męczyć. - powiedział z lekkim uśmiechem Karol i poszedł na halę.
Dziewczyna ruszyła za nim. Wyszli ze stajni i skręcili w prawo w kierunku hali. Kiedy na nią weszli stał tam tylko pan Karol odwrócony do nich plecami. KIedy usłyszał przychanie konia odwrócił się i lekko uśmiechnął.
- Wsiadaj Karo. - powiedział i usiadł na okserze.
Karolina wsiadła na Bentley'a i dopasowała sobie strzemiona. Podczas kiedy ona dociągała popręg Karo podszedł do konia i zaczął oglądać jego warkocz na ogonie i siateczkę na szyi.
- Czy jedziesz na jakieś zawody w najbliższym czasie? Na przykład dzisiaj? - zapytał patrząc na dziewczynę.
- No nie. - powiedziała poprawiając nogi w strzemionach.
- To po co zrobiłaś mu na ogonie warkocz? - zapytał zdziwiony.
- No bo mi się nudziło.
- Aha. No dobra ruszaj stępem. - powiedział i znowu oparł się o okser.
Dziewczyna wjechała na ścianę i po kilku minutach zakłusowali. Karol co jakiś czas mówił "ręce wyżej", "usztywnij nadgarstek", "siedź prosto", "pięta w dół" i "palce do konia". Mniejwięcej w połowie jazdy zagalopowali i jeździli po drągach. Potem skoczyła kilka razy kopertę i okser.
- Karo nie dobijaj mnie. Wyżej ta ręka podczas skoku. Oddaj mu ją bardziej. - powiedział Karol podczas ostatniego skoku, kiedy za mało rękę oddała.
- Nie, nie, nie!!! Znowu za mało oddałaś. Wodza ma być napięta, ale nie jak na wyścigach. Oddaj mu ją trochę. Albo nie stój. - powiedział i podszedł do dziewczyny. - Teraz zawiąż wodze i skacz z rozłożonym rękami.
- Ma skakać osiemdziesiąt centymetrów bez trzymanki? - zapytała patrząc się na Karola ze zdziwieniem.
- Tak właśnie teraz mam jeździć. - powiedziała ściągając mu wodze z szyi.
- No to choć. Będziemy się męczyć. - powiedział z lekkim uśmiechem Karol i poszedł na halę.
Dziewczyna ruszyła za nim. Wyszli ze stajni i skręcili w prawo w kierunku hali. Kiedy na nią weszli stał tam tylko pan Karol odwrócony do nich plecami. KIedy usłyszał przychanie konia odwrócił się i lekko uśmiechnął.
- Wsiadaj Karo. - powiedział i usiadł na okserze.
Karolina wsiadła na Bentley'a i dopasowała sobie strzemiona. Podczas kiedy ona dociągała popręg Karo podszedł do konia i zaczął oglądać jego warkocz na ogonie i siateczkę na szyi.
- Czy jedziesz na jakieś zawody w najbliższym czasie? Na przykład dzisiaj? - zapytał patrząc na dziewczynę.
- No nie. - powiedziała poprawiając nogi w strzemionach.
- To po co zrobiłaś mu na ogonie warkocz? - zapytał zdziwiony.
- No bo mi się nudziło.
- Aha. No dobra ruszaj stępem. - powiedział i znowu oparł się o okser.
Dziewczyna wjechała na ścianę i po kilku minutach zakłusowali. Karol co jakiś czas mówił "ręce wyżej", "usztywnij nadgarstek", "siedź prosto", "pięta w dół" i "palce do konia". Mniejwięcej w połowie jazdy zagalopowali i jeździli po drągach. Potem skoczyła kilka razy kopertę i okser.
- Karo nie dobijaj mnie. Wyżej ta ręka podczas skoku. Oddaj mu ją bardziej. - powiedział Karol podczas ostatniego skoku, kiedy za mało rękę oddała.
- Nie, nie, nie!!! Znowu za mało oddałaś. Wodza ma być napięta, ale nie jak na wyścigach. Oddaj mu ją trochę. Albo nie stój. - powiedział i podszedł do dziewczyny. - Teraz zawiąż wodze i skacz z rozłożonym rękami.
- Ma skakać osiemdziesiąt centymetrów bez trzymanki? - zapytała patrząc się na Karola ze zdziwieniem.
-Nie. Powiedziałem to na żarty. No
wiąż te wodze i jedź. Nie mam czasu się z tobą kłucić.
Pełna chwila skupienia. Karo
zagalopowała ze stępa i zakręciła na okser. Z każdym taktem
galopu okser zbliżał się niemiłosiernie. Kiedy koń zaczął się
wybijać zrobiła półsiad i koń wyciągnął swój łeb. Potem
wylądowali na dobrą nogę i Karo zwolniła konia do kłusa, a potem
do stępa.
- No i o to chodziło Karo. - powiedział z uśmiechem. - Może nie jesteś Trouble Maker.
- Dzięki Karol wiesz. - powiedziała opuszczając wzrok na szyję konia.
- Jejku nie obrażaj się, bo kto będzie moim uczniem? Narazie wygrywam z Kasią, Jessiką i Sylwią.
- Ważne jest tylko czy z nimi wygrywasz? - zapytała patrząc się na niego lekko zdziwiona.
- No nie. Ważne byś ty się nauczyła jeździć na poziomie złota i wyżej. Myślisz czemu biorę wszystkie jazdy z tobą i robię z nich indywidualne?
- Bo się boisz, że jak pójdę do której kolwiek z nich to mi się tam bardziej spodoba?
Popatrzył na nią z poirytowaniem.
- Karo? Mogłabyś przestać? A z resztą jeżeli tak wolisz to od następnej jazdy biorę się za ciebie. Nie będzie już obijania się. - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ejj no nie przesadzaj. Już i tak więcej robię od reszty zawodników.
- Może dlatego, że nic się nie uczysz? Dalej nic się nie uczysz.
Karo spuściła wzrok na konia. Nie miała siły się z nim kłucić.
- No niech ci będzie, ale chcę jeździć tylko na Montim i Bentley'u.
- Zgoda. No dobra czas już go rozsiodłać. A jak chcesz to możesz mu na razie zostawić te warkoczyki. - powiedział i ruszyli obydwoje w kierynku wyjścia. Dziewczyna zsiadła z konia przed halą i zaprowadziła go do boksu. Rozsiodłała go i jego sprzęt odniosła do siodlarni. Potem jeszcze razy wyczesała konia i dała mu marchewkę.
- Dobrze się spisałeś. - powiedziała szeptem do jego ucha. On schylił łeb i zaczął skubać siano.
Karo wyszła z jego boksu i skierowała się w stronę biura. Nikogo tam jednak nie zastała. Wyszła na pole i zaczęła szukać pana Karola, pani Kasi albo pana Krzysia. Znalazła pana Krzyśka na wybiegu z Kaszmirem. lążował on go.
- No i o to chodziło Karo. - powiedział z uśmiechem. - Może nie jesteś Trouble Maker.
- Dzięki Karol wiesz. - powiedziała opuszczając wzrok na szyję konia.
- Jejku nie obrażaj się, bo kto będzie moim uczniem? Narazie wygrywam z Kasią, Jessiką i Sylwią.
- Ważne jest tylko czy z nimi wygrywasz? - zapytała patrząc się na niego lekko zdziwiona.
- No nie. Ważne byś ty się nauczyła jeździć na poziomie złota i wyżej. Myślisz czemu biorę wszystkie jazdy z tobą i robię z nich indywidualne?
- Bo się boisz, że jak pójdę do której kolwiek z nich to mi się tam bardziej spodoba?
Popatrzył na nią z poirytowaniem.
- Karo? Mogłabyś przestać? A z resztą jeżeli tak wolisz to od następnej jazdy biorę się za ciebie. Nie będzie już obijania się. - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ejj no nie przesadzaj. Już i tak więcej robię od reszty zawodników.
- Może dlatego, że nic się nie uczysz? Dalej nic się nie uczysz.
Karo spuściła wzrok na konia. Nie miała siły się z nim kłucić.
- No niech ci będzie, ale chcę jeździć tylko na Montim i Bentley'u.
- Zgoda. No dobra czas już go rozsiodłać. A jak chcesz to możesz mu na razie zostawić te warkoczyki. - powiedział i ruszyli obydwoje w kierynku wyjścia. Dziewczyna zsiadła z konia przed halą i zaprowadziła go do boksu. Rozsiodłała go i jego sprzęt odniosła do siodlarni. Potem jeszcze razy wyczesała konia i dała mu marchewkę.
- Dobrze się spisałeś. - powiedziała szeptem do jego ucha. On schylił łeb i zaczął skubać siano.
Karo wyszła z jego boksu i skierowała się w stronę biura. Nikogo tam jednak nie zastała. Wyszła na pole i zaczęła szukać pana Karola, pani Kasi albo pana Krzysia. Znalazła pana Krzyśka na wybiegu z Kaszmirem. lążował on go.
- Dzieńdobry. - powiedziała dziewczyna do stojącego tyłem instruktora.
- O witaj Karo. Sory, że nie miałem z tobą jazdy, ale Karol bierze ostatnio wszystkie z tobą. A jak się jeździło?
- Całkiem dobrze. no tyko tyle, że niczego się nie uczę i od następnej jazdy Karol się bierze za mnie. - powiedziała ze zmęczeniem w głosie.
- A teraz cię zmęczył?
- No nie.
- To wspaniale, bo pomożesz mi z końmi. - powiedział wyjmując z kieszeni karteczkę. - Tutaj masz napisane, co należy zrobić z którym koniem. Jest to napisane w kolejności, w której masz to wykonać jeżeli możesz. Mam dzisiaj strasznie dużo jazd z dzieciakami i nie starczy mi czasu.
- Bardzo chętnie pomogę. - powiedziała zabierając karteczkę i odchodząc.
Miała zacząć od wypuszczenia kilku koni na pastwisko. Wypuściła Crystalla, Royala, Pacyfika, Rufię i Jasinettę na pojedyńcze wybiegi. Potem nakarmiła wszystkie konie w stadninie szefa. Wyczyściła i osiodłała Rivera, Momenta i Darknessa. Nakarmiła prawie wszystkie konie opuszczając te, które właśnie wróciły z jazd lub miały zaraz jeździć. Następnie zmieniła jeszcze konie na wybiegach i po skończeniu wszystkiego poszła spowrotem do Bentley'a. Jednak posiedziała kilka minut w jego boksie i musiała siodłać kolejnych kilka koni.
Wszedł do stajni Karol. Prowadził on Royala. Wpuścił go do boksu i zamknął drzwiczki.
- Ale, ja mam go wypuścić na wybieg. - powiedziała dziewczyna podchodząc do instruktora i patrząc się na niego ze zmęczniem, bo dodaje jej pracy.
- No dobra nie awanturuj się już go stąd zabieram. - powiedział zabierając konia i wychodząc z nim na wybieg.
- Kiedy są zawody Karol? - zapytała idąc za nim.
- Pewnie odbędą się zaraz bo obozie. Piętnastego będą skoki, a szestanstego będzie ujeżdżenie.
- A nie można by ich zamienić miejscami? Niebędę miała czasu się przygotować.
- O to właśnie chodzi. - powiedział uśmiechając się pod nosem.
- Żeby ten chłopak z OJK Saphir wygrał?
- Nie nie o to chodzi. Czy myślisz, że jak między narodowi zawodnicy chcą przełożyć termin spowodu deszczu to im wolno? Trenują wtedy kiedy mają czas. A skoro już o tym mowa, to podczas obozu będziesz miała dodatkowe jazdy z dość dobrym instruktorem, bo jesteś naszą najlepszą zawodniczką.
- A mogłabym się dowiedzieć z kim?
- No nie, bo to jest niespodzianka, a teraz wracaj już do domu i wróć tu jutro o tej samej porze, ale może montkowi nie rób warkoczyków. - powiedział i wypuścił konia na wybieg.
Pożegnała się z panem Karolem i poszła do domu. Całkowicie zapomniała o Krzyśku, który szukał jej teraz po stajni. Chodzili tak w kółko przez kilka minut, aż się znaleźli i ruszyli w kierunku domu Karoliny.
- Jak tam jazda? - zapytał kiedy wyszli poza teren stadniny.
- A no dobrze. Karol jak zwykle mnie zmęczył i powiedział, że nic się nie uczę więc od następnej jazdy będzie więcej ćwiczeń i ujeżdżenia.
- Czy on czasami nie przesadza? Przecież jesteś już najlepszą zawodniczką, a co dopiero jeszcze bardziej cię cisnąć.
- No dobra nieważne, a jak tam na twojej jeździe?
Przez całą drogię do domu, Krzysiek mówił jej co robił na jeździe, ile skakali oraz co robił źle. kiedy doszli do domu dziewczyny, chłopak powiedział, że umuwił się z kolegami na wycieczkę rowerową więc poszedł, a Karolina wyszła w tym czasie z psem. Castello się bardzo ucieszył z powrotu swojej pani i z merdającym ogonem pobiegł w stronę lasu. Dziewczyna miała ochotę zaczytać się w swojej książce więc wzięła ją. Usiadła znowu na tym samym kamieniu. Otworzyła książkę i zaczęła czytać. Pies biegał z podniesionym ogonem wąchając co się dało. Po jakimś czasie wszedł do wody i się jej napił. Dziewczyna przeszła przez rozdział szestansty, siedemnasty i osiemnasty. Zaczęło się ściemnać, a pies zaczynał mieć dosyć, że nikt nie chce się z nim bawić. Przyniusł dziewczynie patyk, ale ona czytała książkę i nic nie zauważyła. Po jakimś czasie pies zaczął się denerwować, bo zaczęło się ściemnać. Karo ocknęła się i zobaczyła na zegarek. Była ósma dwadzieścia. Szybko wstała i zaczęła wracać. W brzuchu zaczęło jej burczeć z głodu. Wróciła do domu i szybko zrobiła sobie kanapkę z żłótym serem i szynką. Pies padnięty położył się obok niej i zasnął. Rodziców nie było w domu. Karolia poszła na górę i wróciła do czytania książki. Leżała w łóżku kiedy zaczął dzwonić jej telefon. Odebrała i dzwoniła do niej mama. Dowiedziała się, że jutro mama musi iść do pracy więc nie będzie wstanie jej zawieść do Julki na urodziny. Dziewczyna była tak zmęczona, że położyła się i odrazu zasnęła.
- Ale, ja mam go wypuścić na wybieg. - powiedziała dziewczyna podchodząc do instruktora i patrząc się na niego ze zmęczniem, bo dodaje jej pracy.
- No dobra nie awanturuj się już go stąd zabieram. - powiedział zabierając konia i wychodząc z nim na wybieg.
- Kiedy są zawody Karol? - zapytała idąc za nim.
- Pewnie odbędą się zaraz bo obozie. Piętnastego będą skoki, a szestanstego będzie ujeżdżenie.
- A nie można by ich zamienić miejscami? Niebędę miała czasu się przygotować.
- O to właśnie chodzi. - powiedział uśmiechając się pod nosem.
- Żeby ten chłopak z OJK Saphir wygrał?
- Nie nie o to chodzi. Czy myślisz, że jak między narodowi zawodnicy chcą przełożyć termin spowodu deszczu to im wolno? Trenują wtedy kiedy mają czas. A skoro już o tym mowa, to podczas obozu będziesz miała dodatkowe jazdy z dość dobrym instruktorem, bo jesteś naszą najlepszą zawodniczką.
- A mogłabym się dowiedzieć z kim?
- No nie, bo to jest niespodzianka, a teraz wracaj już do domu i wróć tu jutro o tej samej porze, ale może montkowi nie rób warkoczyków. - powiedział i wypuścił konia na wybieg.
Pożegnała się z panem Karolem i poszła do domu. Całkowicie zapomniała o Krzyśku, który szukał jej teraz po stajni. Chodzili tak w kółko przez kilka minut, aż się znaleźli i ruszyli w kierunku domu Karoliny.
- Jak tam jazda? - zapytał kiedy wyszli poza teren stadniny.
- A no dobrze. Karol jak zwykle mnie zmęczył i powiedział, że nic się nie uczę więc od następnej jazdy będzie więcej ćwiczeń i ujeżdżenia.
- Czy on czasami nie przesadza? Przecież jesteś już najlepszą zawodniczką, a co dopiero jeszcze bardziej cię cisnąć.
- No dobra nieważne, a jak tam na twojej jeździe?
Przez całą drogię do domu, Krzysiek mówił jej co robił na jeździe, ile skakali oraz co robił źle. kiedy doszli do domu dziewczyny, chłopak powiedział, że umuwił się z kolegami na wycieczkę rowerową więc poszedł, a Karolina wyszła w tym czasie z psem. Castello się bardzo ucieszył z powrotu swojej pani i z merdającym ogonem pobiegł w stronę lasu. Dziewczyna miała ochotę zaczytać się w swojej książce więc wzięła ją. Usiadła znowu na tym samym kamieniu. Otworzyła książkę i zaczęła czytać. Pies biegał z podniesionym ogonem wąchając co się dało. Po jakimś czasie wszedł do wody i się jej napił. Dziewczyna przeszła przez rozdział szestansty, siedemnasty i osiemnasty. Zaczęło się ściemnać, a pies zaczynał mieć dosyć, że nikt nie chce się z nim bawić. Przyniusł dziewczynie patyk, ale ona czytała książkę i nic nie zauważyła. Po jakimś czasie pies zaczął się denerwować, bo zaczęło się ściemnać. Karo ocknęła się i zobaczyła na zegarek. Była ósma dwadzieścia. Szybko wstała i zaczęła wracać. W brzuchu zaczęło jej burczeć z głodu. Wróciła do domu i szybko zrobiła sobie kanapkę z żłótym serem i szynką. Pies padnięty położył się obok niej i zasnął. Rodziców nie było w domu. Karolia poszła na górę i wróciła do czytania książki. Leżała w łóżku kiedy zaczął dzwonić jej telefon. Odebrała i dzwoniła do niej mama. Dowiedziała się, że jutro mama musi iść do pracy więc nie będzie wstanie jej zawieść do Julki na urodziny. Dziewczyna była tak zmęczona, że położyła się i odrazu zasnęła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)